venerdì 7 settembre 2012

o kurach i baklazanach

2 dzien

Za chwile wyskoczyc musze po paczke mortadeli by dokonac wyczynu kucharskiego jakim jest parmiagiana...a scislej mowiac melanzane alla parmigiana.

Zycie kury domowej nie jest jednak tak bardzo straszne, jakim mialo sie stac i jakim wiele osob wylaczajacych budzik o 7 rano, by wkrotce pomaszerowac grzecznie do biura, mi je przedstawialo. Ja sama chyba zylam w tym blednym przeswiadczeniu, choc nie balam sie tego zycia. No jak sie moglam bac skoro sie na to z  cala moja odpowiedzialnoscia i swiadomoscia  zdecydowalam.

W gruncie rzeczy spedzanie 8-12 godzin przed komputerem, gdzie pelnisz swoje funkcje zadaniowe, w pewnym zakresie jednak bardzo ograniczone (choc tak tak, praca rozwija, ksztaltuje nowe horyzonty i podklada pod nogi ciagle to nowe wyzwania, spotkania, osoby, problemy), jest jednak znacznie ubozsze w doznania zyciowe, ktore staja sie czescia istnienia wspomnianej kury domowej. Dlaczego rola kury domowej jest tak niedoceniona? Moze przez same kury domowe, ktore sie tego wstydza? A bo ja wiem. Powtarzalnosc rzeczy jak wszedzie, wyzwania i nowe osoby jak wszedzie, przynajmniej w miedzyczasie mozna poczytac ksiazke albo nadrobic braki w kinie, poskakac na trampolinie, albo pojezdzic na hulajnodze.... ze nie wspomne o spacerze do parku, spoczynku na lawce, kontemplowaniu jestestwa i podziwianiu spaceru gasienicy w strone kwitnacych roz.....jak sie dobrze dzien zorganizuje to mozna zrobic nawet wiele wiecej. I co tu porowynwac do niszczenia kregoslupa i wzroku i ukladu nerwowego, ktore nastepuje w przecietnym zyciu biurwy? Wiec po kilkunastu latach czynnego zycia zawodowego stwierdzam, ze nie tego spodziewalam sie po kurach domowych, to na serio niezle zycie....

Dobra, przejdzmy do meritum sprawy, czyli parmigiany, ktora jest moim czarnym piotrusiem, tak nazywam sobie rzeczy ktore mnie pociagaja, ale w jakis sposob ciagle robia mnie w konia. Jak ta parmigiana, ktora bardzo lubie, ale gdy robie to mi nie wychodzi tak jak wychodzi innym. Trzeba kupic baklazany, mortadele, ser typu parmezan, mozna tez dodac mozarelke i juz. No i oczywiscie sos pomidorowy. Baklazany sie kroi na plastry, soli, potem po jakiejs pol godzinie sol splukuje, smazy sie te baklazany na patelni, a potem wszystko uklada sie do jakiegos gara, naczynia no takiego....jak to sie mowi, brytfanny.... foremki...no.... i robi sie z tego warstwy, sos, baklazan, ser..gdzies w to ulozyc mozna i mortadele. I piotem siup do piekarnika na jakies pol godziny? Tak by to sie wszystko ladnie zapieklo. Sosu nie moze byc za wiele, bo to nie ma plywac...a mnie zawsze plywa. Ma sie to cudo kroic!!! A nie chochla nabierac, a u mnie to poracha zawsze. Ale bede probowac dzielnie.

do znowu!
pa

Nessun commento:

Posta un commento